Z przychodni zdrowia na bruk

February 5th, 2002

- Od września było pewne, że w związku z likwidacją ZOZ nr 2 w Gdańsku kilkadziesiąt osób straci pracę – denerwuje się dr M. – Już wtedy słyszeliśmy, że na odprawy trzeba będzie przygotować ok. 700 tysięcy złotych.
Teraz nie mają ani pracy, ani pieniędzy.

Sprawa prywatyzacji Zespołu Opieki Zdrowotnej nr 2 budzi spore emocje. Alina Pienkowska, przewodnicząca Komisji Zdrowia Rady Miasta, zażądała na początku stycznia odwołania wiceprezydenta Adama Landowskiego za brak nadzoru nad przekształcaniem gdańskich przychodni. Problemy jednak dotyczyły głównie sprzętu medycznego placówek. Nikt nie mówił o ludziach…
- Pracę straciło u nas około 90 osób – mówi Anna N., technik dentystyczny. – Już w momencie wypowiedzenia powinnam była dostać odprawę w wysokości 4 tys. zł.
Inni czekają na kwoty przekraczające nawet 10 tys. zł. Też ich nie dostali…
Mąż Anny, Grzegorz N. ostatnio udał się do Marka Błosińskiego, likwidatora ZOZ. W imieniu żony złożył pismo, w którym żądał wypłaty odprawy.
- Czułem, jakbym prosił o jałmużnę – wspomina. – Okazało się, że nie mają dla nas ani grosza. Musimy czekać, aż zbiorą się radni i podejmą decyzję o wzięciu pożyczki na należne pracownikom pieniądze. Dlaczego tak późno sobie o nas przypomniano?
Dla wielu zwolnionych odprawa daje szansę na przeżycie kolejnego miesiąca. Część z nich zasiliła szeregi gdańskich bezrobotnych.

Wiceprezydent Adam Landowski nie chciał wypowiadać się na temat odpraw i odesłał nas do likwidatora. W zastępstwie nieobecnego Stanisława Błosińskiego nieoficjalnie sytuację wyjaśniła jedna z jego podwładnych.
- Odprawy powinny być wypłacone 10 stycznia – przyznała. – Jednak budżet na ten rok nie jest jeszcze uchwalony i decyzja o pożyczce zostanie podjęta dopiero na najbliższej sesji rady miasta, 21 lutego.
I tak zwolnieni z pracy dostaną swoje pieniądze najwcześniej w marcu! Straci też miasto, gdyż 717 tysięcy złotych trzeba będzie powiększyć o odsetki! Aż strach pomyśleć, co się stanie, jeśli zwolnieni pracownicy zechcą dochodzić swych praw w sądzie.
Warto też dodać, że decyzją radnych już w grudniu ub. roku do kasy likwidatora ZOZ nr 2 trafiło 1 420 tysięcy złotych. Pod koniec lutego Rada Miasta zadecyduje o przekazaniu likwidatorowi kolejnych 7 milionów złotych.

Prezydent nie panuje
Mówi Alina Pieńkowska, przewodnicząca Komisji Zdrowia Rady Miasta Gdańska:
- Jestem zaskoczona informacją, iż zwolnieniu z ZOZ nr 2 pracownicy nie dostali jeszcze odpraw. Trudno zrozumieć, dlaczego we wniosku o pierwszą, przyznaną w grudniu pożyczkę nie ujęto tych zobowiązań. Kolejny wniosek o przyznanie 7 mln zł został sporządzony nieprecyzyjnie i trzeba było go odesłać do poprawki. Podtrzymuję opinię, że prezydent Adam Landowski nie panuje na procesem prywatyzacji.

Skandal goni skandal
Prywatyzacja ZOZ nr 2 toczy się w atmosferze skandalu. Część sprywatyzowanych (i wyremontowanych przed przekształceniem własnościowym, co zwiększyło długi likwidowanego zespołu) przychodni stała się własnością Nadmorskiego Centrum Medycznego, prowadzonego przez byłego dyrektora ZOZ nr 2. Przejęcie placówki przy ul. Startowej przez konkurencyjną spółkę ,Polmed” zakończyło się 11 stycznia awanturą o sprzęt, zakończoną wezwaniem policji.

Autor artykułu: Dorota Abramowicz

Sprawa gimnazjalnej fali

February 4th, 2002

Krokowa. Ostatnio pisaliśmy o występowaniu gimnazjalnej fali w Krokowej. Aspirant Tadeusz Cejnowa, komendant Komisariatu Policji w Minkowicach informował o udowodnieniu jednemu z uczniów krokowskiego gimnazjum 29 przestępstw. Dyrekcja placówki ma inne zdanie na ten temat.

- Nie można mówić o zjawisku fali w naszej szkole – uważa Maria Ciskowska-Szweda, dyrektorka placówki. – Natychmiast wychwytujemy wszystkie niepożądane zjawiska wśród uczniów. To my zgłosiliśmy policjantom przypadek pobicia ucznia.
Sprawcy tego czynu zostali przesłuchani, powiadomiono rodziców. Równie szybka reakcja nastąpiła jesienią, gdy wykryto próby wymuszeń na uczniach.

Już od dawna w szkole prowadzi się pogadanki z uczniami na temat przemocy w szkole, narkotyków i alkoholu. Odbywa się to przy ścisłej współpracy z miejscowymi policjantami. Nauczyciele podkreślają olbrzymią chęć współpracy ze strony miejscowych stróżów prawa.

- Jednak najważniejsza jest praca wychowawców, do których uczniowie zgłaszają się z wszelkimi problemami – mówi Beata Krystkiewicz, wicedyrektor gimnazjum. – Uważam, że w naszej szkole robi się bardzo wiele w celu zapobiegania wszelkim zjawiskom niewłaściwego zachowania.

Aspirant Tadeusz Cejnowa poinformował, że dzielnicowi spotkali się już z wszystkimi gimnazjalistami z Krokowej i Wierzchucina, uczniami szkół podstawowych z Żarnowca, Lubocina i Wierzchucina.

- Policjanci przedstawili młodym ludziom ich stan prawny – mówi asp. Cejnowa. – Była także mowa o odpowiedzialności młodocianych za popełnione przestępstwa. Uczniowie zadawali policjantom wiele pytań.

Jak przyznaje, dzięki wzorowej współpracy dyrekcji krokowskiego gimnazjum z funkcjonariuszami Policji udało się na początku roku szkolnego wychwycić wszelkie próby wymuszeń na młodszych uczniach.

- Gdy dociera do nas sygnał ze szkoły, natychmiast wkraczamy do akcji – informuje komendant. – W takich sytuacjach przeprowadzamy rozmowy z rodzicami uczniów, którzy dopuścili się tych przestępstw. Niezwykle ważnym jest, aby uczniowie informowali swych wychowawców, że dzieje się coś złego. Przykład gimnazjum w Krokowej dowodzi, że dzięki temu można powstrzymać przemoc w szkole.

Autor artykułu: (R.K.)

Śmierć na drodze w Rębiechowie

February 4th, 2002

54-letni mieszkaniec Sopotu zginął w wypadku drogowym pod Rębiechowem na trasie Miszewo-Rębiechowo. Do zdarzenia doszło w nocy z piątku na sobotę.

Kierujący samochodem toyota carina mieszkaniec Sopotu z nieustalonych przyczyn nagle zjechał na prawe pobocze i uderzył w przydrożne drzewo. Jak poinformował oficer dyżurny Państwowej Straży Pożarnej w Kartuzach przez ponad godzinę na tym odcinku drogi występowały utrudnienia z przejazdem. Strażacy wydobyli ofiarę wypadku ze zmiażdżonego pojazdu i usunęli z jezdni resztki powypadkowe.

Autor artykułu: (u)

Samorząd mistrzem pierwszej ligi w VI Halowej Ligi Piłki Nożnej “Sierakowice 2002″

February 4th, 2002

Po rozegraniu siedmiu kolejek w rundzie zasadniczej i dwóch spotkań w “Play offach” zapadły ostateczne rozstrzygnięcia w VI Halowej Ligi Piłki Nożnej “Sierakowice 2002″.

Mistrzem ligi, trzymając do ostatnich minut w niepewności swoich kibiców został Samorząd Sierakowice. Tytuł wicemistrzem otrzymał beniamink I ligi Krąg Sulęczyno. Trzecie miejsce przypadło ubiegłorocznemu mistrzowi drużynie Mas Grom, która w finale pocieszenia pokonała F.C. Gowidlino.
Z pierwszą ligą pożegnała się Damroka Chmielno, Farbud Sierakowice.
Po rozegraniu meczu finałowego odbyło się uroczyste zakończenie.

Autor artykułu: (k.kol)

Gospodarze okazali się najlepsi

February 1st, 2002

W Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Kościerzynie odbył się III Okręgowy Turniej Tenisa Stołowego Szkół Specjalnych. W rozgrywkach wzięło udział 50 zawodników z 6 szkół (Bytów, Chojnice, Czersk, Człuchów, Żukowa i Kościerzyny).

Sędzią głównym turnieju i jednocześnie organizatorem był Waldemar Wikarjusz, nauczyciel wychowania fizycznego. Funkcje pozostałych sędziów pełnili uczniowie kościerskiego Liceum Ogólnokształcącego.

- Spotkania przebiegały w atmosferze sportowej rywalizacji – powiedziała nam Mariola Czuryło, nauczycielka z SOS-W. – Organizacja imprezy była niezwykle sprawna. W ciągu czterech godzin rozegrano 102 mecze w dwóch kategoriach wiekowych.

Drużynowa pierwsze miejsce zajęli uczniowie z Kościerzyny, wyprzedzając ekipy z Żukowa i Człuchowa. Dyplomy i nagrody dla zdobywców trzech pierwszych miejsc w każdej kategorii, ufundowało Starostwo Powiatowe w Kościerzynie oraz SOS-W.

KLASYFIKACJA INDYWIDUALNA

Dziewczęta młodsze
1. Kamila Maślanka - Człuchów
2. Małgorzata Rutkowska - Bytów
3. Natalia Dobosz - Kościerzyna

Dziewczęta starsze
1. Ewelina Petka - Żukowo
2. Agnieszka Zawłocka - Kościerzyna
3. Justyna Romejko - Bytów

Chłopcy młodsi
1. Marcin Stenclik - Człuchów
2. Maciej Ciecholewski - Kościerzyna
3. Piotr Stachura - Czersk

Chłopcy starsi
1. Seweryn Najman - Człuchów
2. Leszek Sobisz - Kościerzyna
3. Daniel Dampc - Żukowo

Autor artykułu: Marcin Modrzejewski

Awans do finału

February 1st, 2002

W Kościerzynie odbył się II Turniej Ligi Wojewódzkiej w piłce ręcznej chłopców – rocznik 1989. Wystąpiły w nim zespoły z Kartuz, Tczewa, Żukowa i Kościerzyny.

Zawodnicy z Kościerzyny nie mieli łatwego zadania, gdyż ich rywale również poważnie myśleli o awansie do finału Ligi Wojewódzkiej. W pierwszym spotkaniu zawodnicy ZSP nr 1 w Kościerzynie zmierzyli się z Samborem Tczew. Mecz miał bardzo wyrównany przebieg i do samego końca toczyła się zacięta walka. Ostatecznie 14:13 wygrali gospodarze.
Podobnie było także w kolejnej grze z Żukowem. Do samego końca młodzi szczypiorniści z Kościerzyny musieli walczyć o korzystny rezultat. I tym razem się udało, bowiem zwyciężyli 11:10.

Ta sztuka nie udała się już w trzecim meczu, w którym obok naszej drużyny na boisko wyszli piłkarze UKS ,Trops” Kartuzy I. Obie ekipy zaprezentowały się bardzo dobrze mimo, że dawało o sobie znać zmęczenie. Mecz zakończył się sprawiedliwie, remisem 10:10. Tym samym Kościerzyna wygrała turniej i awansowała do finału Ligi Wojewódzkiej.

Drużyna ZSP nr 1 z Kościerzyny

Mateusz Kleinschmidt 10, Aleksander Mania 9, Tomasz Bronk 9, Marek Piechowski 3, Łukasz Szala 3, Kamil Jereczek 1, Patryk Łyczykowski, Przemysław Radelski, Tomasz Kitowski, Michał Droździk, Paweł Jereczek, Maciej Kulas, Sławomir Maszka.

Autor artykułu: Marcin Modrzejewski

Żywioł zaatakował

February 1st, 2002

Silny wiatr powalał drzewa, zrywał linie energetyczne. Obfite opady deszczu i roztopy przyczyniły się do zalania zabudowań i wystąpienia rzek z koryt. Wichura wyrządziła wiele szkód.

We wtorek rano ranny został strażak. Do zdarzenia doszło na ul. Przemysłowej w Kościerzynie. Zastęp kościerskich strażaków usuwał pochylone drzewo. Poszkodowanym został starszy ogniomistrz Marek Z., którego przygniótł konar drzewa, który obcinał.
Na szczęście, obrażenia nie okazały się groźne. Opatrzono go w Szpitalu Specjalistycznym. Strażak doznał urazu nogi i zdarcia naskórka na łokciu. Od poważniejszych obrażeń uchronił go ubiór ochronny.

Strażacy interweniowali w każdej miejscowości powiatu kościerskiego, w której działały jednostki ochotniczych straży pożarnych. Ogółem tych interwencji do godzin popołudniowych w środę było ponad 50.
Wiele dróg w powiecie kościerskim było przez pewien czas nieprzejezdnych, m.in. wojewódzka Kościerzyna-Nowa Karczma, gdzie drzewo tarasowało drogę w rejonie wsi Zielenin. Nieprzejezdna była, także z powodu powalonego drzewa, droga powiatowa na odcinku Karsin-Osowo. Drzewo zwaliło się także na drogę gminną w rejonie Starych Polaszek.

Prądu pozbawieni byli mieszkańcy wsi Juszki, gm. Kościerzyna. Tam wichura powaliła drzewo wprost na linię energetyczną. Do godzin południowych trwało usuwanie awarii. Lokalne awarie wystąpiły także w Kościerzynie. We wtorek chwilowo bez prądu byli m.in. niektórzy mieszkańcy ul. 8 Marca w Kościerzynie, a w środę – centrum miasta.

Obfite opady deszczu spowodowały zalanie kilkudziesięciu budynków położonych w obniżeniu terenu w gminie Liniewo.
- Podczas każdych większych opadów spływająca woda zalewa zabudowania położone na obniżeniu terenu – mówi Jacek Kmieciak, wójt gminy Liniewo. – Zalane zostały budynki gospodarskie w Liniewie, Wysinie i Dece.
W Dziemianach przelewająca się ze zbiornika retencyjnego woda, zalewała budynki przy ul. Łąkowej i Kowalskiej. W Kościerzynie strażacy wypompowywali wodę z zabudowań przy ul. Reja i ul. Chojnickiej. Do Komendy Powiatowej PSP co kilka minut telefonowały osoby z różnych miejscowości informując o zalanych piwnicach, m.in. w Dobrogoszczy, Kaliskach, Grabowskiej Hucie, Nowych Polaszkach, Starym Barkoczynie, Kościerzynie-Wybudowaniu.

Normalny poziom wody na rzece Wierzycy waha się między 1,20 a 1,50 metra. Topniejący śnieg i spore opady deszczu spowodowały, że przybrała ona o ponad pół metra. Taka sytuacja wywołała spore straty materialne. Spiętrzona rzeka przerwała drogę gminną w miejscowości Dolne Maliki. To z kolei spowodowało uszkodzenie linii telefonicznej biegnącej dwa metry pod drogą. Mieszkańcy Góry i Górnych Malik przez kilka dni nie mogli korzystać z telefonów. Zdaniem Henryka Ossowskiego, wójta gminy Stara Kiszewa, niewiele brakowało a uszkodzeniu uległ by także ułożony w tym miejscu wodociąg.

Przyczyną przerwania drogi i zalania pobliskich łąk było prawdopodobnie nieodpowiedzialne spiętrzenie wody na dopływie rzeki Wierzycy. Nie bez znaczenia jest także fakt, że rzeka od kilkunastu lat nie była czyszczona. Przez to szybkość płynącej wody jest na pewno niższa. Straty mogą sięgnąć nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Tylko naprawa drogi kosztować będzie około 10 tys zł. Przy usuwaniu skutków gminnej tragedii wezmą udział m.in. strażacy. Na szczęście w wyniku wylania rzeki nie ucierpiało żadne z domostw.

Ostatnie dni spowodowały również przybranie wody w niektórych ciekach przebiegających przez Kościerzynę, głównie w rzece Bibrowa. Najniebezpieczniej jest w okolicach ulicy Broniewskiego gdzie usytuowany jest zbiornik wodny. Już kilkakrotnie straż pożarna wypompowywała z niego wodę.
- Groźnie jest również na Dworcowej – dodaje komendant Wysiecki. – Sprowadziliśmy 200 sztuk worków z magazynu przeciwpowodziowego w Gdańsku. Przygotowany jest również piasek. Jeżeli będzie potrzeba będziemy zabezpieczać posesje przed zalaniem.

Wiele szkód

str. bryg. Jerzy Rożek, komendant powiatowy PSP w Kościerzynie
- Wichura wyrządziła bardzo wiele szkód. Do godziny 13 w środę interweniowaliśmy 51 razy. W 23 przypadkach były to powalone drzewa, a w 27 – zalane zabudowanie. Jeden alarm był fałszywy.

Autor artykułu: (jard, mar, wm)

Gniew. U płatnerza jak u krawca na miarę zbroje grawerowane, złocone i posrebrzane

February 1st, 2002

Maciej Kotlarz i Jan Berendt z Gniewa wykonują mało spotykany acz bardzo ciekawy zawód. Maciej Kotlarz jest jednym z czołowych płatnerzy w Polsce. Na początku płatnerstwo było jego hobby, które z czasem przerodziło się w pracę. Wykonywaniem zbroi rycerskich zajmuje się już od 6 lat. Chciał wykonać pewną pracę dla zamku gniewskiego. Poprosił go Jarosław Struczyński, kasztelan gniewski i tak to się zaczęło.

Spróbował zrobić zbroję i udało się. – Uczyłem się na własnych błędach jednak nie poddawałem się – mówi Maciej Kotlarz. – Wykonuję hełmy, rękawice, całe zbrojenie ochronne dla rycerzy.

Zagraniczne wojaże

Nasz rozmówca swoje prace sprzedaje rycerzom nie tylko w Polsce ale również za granicą. Wysyła je do Rosji, stanów Zjednoczonych, ubiera też gniewskich rycerzy. Obecnie wzrasta zainteresowanie zbrojami. – Mam mnóstwo pracy – mówi M. Kotlarz. – Niejednokrotnie pracuję czternaście godzin dziennie. Moje zajęcie wymaga dużo czasu i cierpliwości, to mi jednak nie przeszkadza. Lubię to co robię.
Gniewianin wykonuje przedmioty o różnych kształtach i wzorach, w tym zbroje grawerowane, złocone czy też posrebrzane. W całości są one wykonywane ręcznie. Nie są to jednak tanie rzeczy.

300 zł za rękawicę

Za rękawicę grawerowaną trzeba zapłacić ok. 300 zł. Materiał na wykonanie zbroi płatnerz kupuje. Potrzebna jest stalowa blacha, młotek, kowadło. To jednak nie wszystko. Ważna jest znajomość historii, kowalstwa, wyobraźnia plastyczna oraz praktyka. – Sam się nauczyłem płatnerstwa – mówi M. Kotlarz. – Chodziłem jedynie na naukę grawerowania artystycznego. Lekcje z tego zakresu bardzo mi się przydały. Dzisiaj ja jestem nauczycielem. Nauczyłem płatnerstwa już kilka innych osób.
- To prawda – dodaje Jan Berendt, płatnerz z Gniewa. – Przez pewien czas nie pracowałem w tym zawodzie. Maciej Kotlarz był moim nauczycielem, uczyłem się zawodu od niego. Był moim prowadzącym. Teraz wymieniamy się wiadomościami, razem się uczymy.

Na wymiar

Jan Berendt, płatnerstwo traktuje jako hobby i zawód jednocześnie. Jak nam powiedział, łączy przyjemne z pożytecznym. Pracuje bardzo długo, czasami 12-14 godzin dziennie. Zależy to od ilości zamówień. Zbroje wykonuje na wymiar, na zamówienie. – Jak u krawca – tłumaczy J. Berendt. – Wszystko musi być dokładnie wymierzone i dopasowane. Jeżeli osoba zamawiająca jest mojej postury, to po prostu wykonuję zbroję dla siebie. Później wystarczą drobne poprawki i gotowe. Satysfakcjonuje mnie wykonywana przeze mnie praca. Czasami jednak wydaje mi się, że mógłbym coś zrobić lepiej. Każda nowa zbroja podoba mi się bardziej od poprzedniej.

Jak oryginał

Płatnerzy wzorują się na oryginalnych modelach. Zwracają uwagę na wszelkie elementy, najmniejsze detale. Są dumni, kiedy okazuje się że wykonana przez nich zbroja jest niemal identyczna, wygląda jak oryginał. Zamówienia na swoje prace zdobywają przy różnych okazjach. – Często jeżdżę na turnieje rycerskie, czy też uczestniczę w pokazach rycerskich, podczas których reprezentuję gniewski zamek – kontynuuje J. Berendt. – Tam poznaję wiele ciekawych osób, nawiązuję kontakty. Obecnie pracuję nad zbroją zamówioną z Katowic, niedługo zaś zacznę pracę nad zbroją zamówioną przez mieszkańca Warszawy. Wykonuję sprzęt użyteczny, niekiedy wręcz niezbędny.

Autor artykułu: Anna Adamczyk

Bez żadnych szans

February 1st, 2002

Połchowo. Piłkarze czwartoligowych Kaszub przegrali 0:12 sparing z pierwszoligową drużyną Groclinu Grodzisk Wielkopolski. – Nigdy wcześniej pucki zespół nie grał z drużyną występującą w pierwszej lidze – twierdzi Stefan Srok, trener Kaszub.

W pierwszej połowie nic nie zapowiadało wysokiej przegranej miejscowych. W pierwszej połowie padły jedynie dwie bramki, w 17 i 32 min. Obie z dośrodkowania w pole karne i strzałach z 6 i 4 metrów. W 22 min ładną obroną popisał się Wiesław Ferra, bramkarz Kaszub, wybijając potężny strzał z 17 m.

Feralny dla połchowian był początek drugiej połowy. W ciągu 10 min pierwszoligowcy zdobyli 5 bramek. Tym razem padały one z dalszych odległości (16 – 20 m), tylko raz strzałem głową z 7 m.

W 59 min Pieper przeprowadził szybką kontrę, ale nie poradził sobie z bramkarzem i dwoma obrońcami gości. Później (85 min) jeszcze raz szczęścia próbował Sinkiewicz, ale też się nie udało.

Kaszuby mogły przegrać co najmniej jedną bramką mniej. W 78 min padł gol, jednak wcześniej napastnik gości dotknął piłkę ręką. Sędziowie nie zauważyli zdarzenia i mimo protestów gospodarzy zaliczyli strzeloną bramkę.

- W porównaniu z Groclinem jesteśmy typowymi amatorami – mówi trener Srok. – Chociaż do przerwy nasza gra wyglądała całkiem przyzwoicie.

Autor artykułu: (jan)

Aby zapewnić bezpieczeństwo w szkole

February 1st, 2002

Miejscy radni z Komisji Oświaty i Praworządności, dyrektorzy wejherowskich szkół, przedstawiciele policji oraz straży miejskiej na specjalnym spotkaniu dyskutowali o problemach wychowawczych w szkołach i ich wpływie na bezpieczeństwo uczniów.
- Podstawowy problem wychowawczy w mojej szkole to tzw. ,uczniowie przerośnięci”, starsi o rok, dwa lub trzy od reszty klasy – mówi Mirosław Sildatke, dyrektor Zespołu Szkół nr 3. – Najczęściej takie osoby pochodzą z rodzin patologicznych, a rodzice w ogóle nie wykazują zainteresowania postępami dziecka w szkole. W tym semestrze zgłosiliśmy na policję 7 kradzieży, a 17 spraw skierowano do sądu, do wydziału nieletnich. Poważnym problemem jest też wychowawczym jest nierealizowanie obowiązku szkolnego. Niektórzy uczniowie mają opuszczonych do 300 godzin w semestrze. Nauczyciele zauważają też powrót mody na palenie, szczególnie wśród dziewcząt. Jest też sporo przypadków wymuszeń.
Jednak, jeden na stu rodziców, według Mirosława Sildatke
Problemem w szkole jest też brak psychologa i lekarza podczas zajęć.

- Ogromna większość rodziców nie wie nic o narkotykach – mówi jeden z dyrektorów wejherowskich szkół. – Nie umieją rozpoznać dziecka, które jest pod wpływem środków odurzających. O ile palenie papierosów czy alkohol można wyczuć, z narkotykami jest dużo większy problem. Gdy organizowaliśmy szkolenia prowadzone przez specjalistów dla nauczycieli i rodziców o narkotykach, bardzo mało rodziców przyszło na nie, mimo że termin był dogodny. Jeżeli mówimy rodzicowi, że jego dziecko (z tzw. dobrego domu) według naszych informacji przebywa w nieodpowiednim towarzystwie i może mieć kontakt ze środkami odurzającymi, rodzic oburza się, nie przyjmuje tego do wiadomości.
- O przypadkach wymuszeń uczniowie w ogóle nie chcą mówić – dodaje inny dyrektor. – Jeżeli już informują nas, czy grono pedagogiczne, zastrzegają, że o powiadomieniu policji w ogóle nie może być mowy.
W szkołach zdarzają się nagminnie dewastacje mienia szkolnego. Ostatnio w jednej ze szkół w toalecie wieczorem wyrwano spłóczki, a woda zalała szkolny korytarz. Często dochodzi też do kradzieży. Ukradziony portfel z torby wicedyrektora w czasie zajęć lekcyjnych – to jeden z przykładów takich zdarzeń. Z kolei z innej szkoły zginęło 7 komputerów. Straty wyceniono na 3 500 zł.
- Złodzieje byli bardzo przebiegli, na pierwszy rzut oka nic nie zginęło. Dopiero po próbie włączenia sprzętu okazało się, że z jednostki centralnej pozostała tylko obudowa. Całe wnętrze zostało wyjęte – dodaje dyrektor.
Na teren innej placówki wniesiono materiał wybuchowy – petardę wojskową. W wyniku jej wybuchu jedna z uczennic trafiła do szpitala z uszkodzeniem słuchu.

- Podczas spotkania starszych uczniów szkoły z mistrzem świata w judo, Rafałem Kubackim, ujawnił się jeszcze jeden problem – dodaje jeden z nauczycieli. – Bardzo wiele osób pytało mistrza o sterydy. Do tej pory zwracaliśmy stosunkowo małą uwagę na ten problem. Liczba pytań uczniów, dotyczących stosowania sterydów zaskoczyła nas wszystkich. Doszliśmy do wniosku, że jest to kolejne zagadnienie, któremu trzeba poświęcić dużo czasu.
W wielu szkołach prowadzony jest rejestr osób wchodzących na jej teren. Ma to zapobiegać pojawieniu się tam, np. dealerów narkotyków. Często wchodzący odmawiają wpisania się do zeszytu prowadzonego przez dyżurnych.
Istnieje też problem dotyczący bezpiecznej drogi do szkoły i z powrotem. Dotyka on najbardziej uczniów Szkoły Podstawowej nr 5, która najbardziej oddalona jest od centrum miasta. Wszyscy pamiętają ubiegłoroczną tragedię, kiedy rozpędzony samochód wjechał w dwie dziesięcioletnie uczennice, które czekały na przystanku komunikacji miejskiej, aby dojechać do szkoły. Od tego zdarzenia upłynął prawie rok. Aby poprawić bezpieczeństwo ruchu drogowego w tym rejonie miasta zrobiono wiele, ale jak mówi dyrektor Adam Klein, uczniowie, nauczyciele i rodzice wciąż czekają na chodnik przy drodze krajowej nr 6, łączący osiedle przy ul. Ogrodowej ze szkołą.

Nauczyciele wspólnie zastanawiają się, jak trudną sytuację w szkołach rozwiązać. Stefan Mazur, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 9, uważa że dobrym pomysłem w podstawówce jest wprowadzenie identyfikatorów. Z kolei w Zespole Szkół nr 3 od kilku lat działa system monitoringu. Kamery cały czas nagrywają obraz z ,zagrożonych” miejsc w szkole. W placówkach oświatowych są organizowane spotkania z przedstawicielami policji i straży miejskiej. Często odbywają się pogadanki i przedstawienia profilaktyczne.
- Robimy, co możemy, aby zapewnić uczniom bezpieczeństwo w szkole – twierdzą zgodnie dyrektorzy, radni i policjanci. – Jednak często to od samych uczniów zależy, czy podczas zajęć nic im się nie stanie. Uczniowie muszą z nami współpracować. Bez ich pomocy niewiele możemy zdziałać.

Autor artykułu: (jk)