Nie robią tego dla wdzięczności czy uznania. Oburzają się na słowo ,poświęcenie”. Nagrodą jest dla nich zwykły uśmiech, dobry stopień podopiecznych. Agnieszka i Ania są wolontariuszkami, ale jak twierdzą, nie robią przecież nic szczególnego.
Nie chciały się zgodzić na rozmowę. Mówiły, że tyle jest wokół ciekawych osób godnych zainteresowania. Są jednak niesamowitymi, zwyczajnymi – niezwyczajnymi dziewczynami.
- Robię to z czystego egoizmu – mówi Agnieszka Warkus, uczennica maturalnej klasy wejherowskiego I Liceum Ogólnokształcącego. – To daje mi tyle przyjemności. Nie oczekuję żadnych podziękowań. Ważniejszy jest uśmiech, dobry stopień, lepsze zachowanie dzieci.
Agnieszka od dwóch lat jest wolontariuszką w domu przy ul. Dworcowej.
- Ma wszystkie cechy wspaniałego wolontariusza – jest samodzielna, uparta, ma zdolności przywódcze i świetne pomysły – mówi o Agnieszce Zofia Kusterska, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Rodziny w Wejherowie. – Ale przede wszystkim, widzę, że jest w tym, co robi autentyczna i szczera. A to najważniejsze. Dzieci to wyczuwają, bo są fantastycznymi sędziami.
Dwa lata temu zajmowała się dziećmi specjalnej troski w przedszkolu. To wtedy zapragnęła ,pomagać”. Zwróciła się z prośbą do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wejherowie, aby podano jej jakieś adresy.
- Przyznaję, że panie z MOPS miały nieco zdziwione miny, ale dały mi całą długą listę, a na pierwszym miejscu było Stowarzyszenie pani Kusterskiej – mówi Agnieszka. – I tak to się właściwie zaczęło. Kiedy przyszłam tu pierwszy raz, pani Zosi nie było. Zostałam z dziećmi, rozmawiałam z wolontariuszami. Spodobało mi się i tak jestem tu do dziś.
Kiedy pytam, po co to robi, zamiast siedzieć w domu przed telewizorem, czy spotykać się z przyjaciółmi, nie umie odpowiedzieć.
- Po prostu czuję taką potrzebę – mówi. – Ale nie można tego mylić z poświęceniem. Dla nas nie ma takiego słowa. Jeżeli ktoś mówi, że się poświęca, nie powinien tego robić. Kiedy czasami zdarza mi się, że nie mogę iść na Dworcową, mam wyrzuty sumienia. Myślę wtedy, że na pewno Adam czeka z lekcjami, komuś trzeba pomóc, z kimś się pobawić.
Następnego dnia widzę ich smutne miny i już żałuję, że nie mogłam wczoraj tu być.
Agnieszka jest w klasie maturalnej. Jest uzdolniona plastycznie, maluje dzieciom obrazki z bajek Walta Disney’a, bo pamięta, że kiedy była mała, chciała takie mieć. Lubi też historię, interesuje ją zwłaszcza historia sztuki. Na Dworcowej spędza każde wolne popołudnie. W soboty chodzi z nimi do pracowni internetowej w jej liceum. Mimo tylu zajęć jest dobrą uczennicą. Kiedy rozmawiałyśmy, już planowała, co zabierze na wieś, gdzie jechała zawieźć paczki jakieś rodzinie. Pod koniec ubiegłego roku była na Ogólnopolskiej Konferencji Młodzieży Wolontariackiej, która była podsumowaniem 2001 roku, ogłoszonego Rokiem Wolontariackim.
- Spotkałam tam wiele młodych ludzi, którzy zajmują się szeroko rozumianą pomocą – mówi Agnieszka. – Muszę powiedzieć, że niewiele jest młodzieży, która chciałaby pomagać. Być może nie wiedzą od czego zacząć. W czasach, kiedy wszystko co jest inne, jest napiętnowane, kiedy przeprowadzenie niewidomego przez ulicę odbierane jest ze wstydem, pomoc bezinteresowna nie jest na topie. Chociaż z drugiej strony, trzeba powiedzieć, że nie wszyscy wiedzą, gdzie się zwrócić.
- Młodzież jest wspaniała – wtrąca Zofia Kusterska. – Ale potrzeba tego bodźca, który popchnie ich w odpowiednim kierunku. Dużo ludzi chciałoby się w tym sprawdzić, ale się boi. Myślę, że to ich trochę przerasta, a poza tym boją się odpowiedzialności, czują też lęk, czy podołają. Nie dowiedzą się jednak, dopóki nie spróbują. I to, uważam, należy im ułatwić.
Ania Klawitter to najmłodsza ,perełka”, jak mi ją przedstawiła Zofia Kusterska. Chodzi do drugiej klasy Liceum Ogólnokształcącego w Rumi. Jako wolontariuszka pracuje od ubiegłego roku.
- Dopiero niedawno dowiedziałam się, że jestem wolontariuszką – mówi Ania. – 5 grudnia kolega podszedł do mnie i z okazji Dnia Wolontariusza złożył mi życzenia. Dopiero wtedy dotarło do mnie, kim jestem.
Ania opowiada, że do ,Naszego Domu” prowadzonego przez o. Salezjanów w Rumi, trafiła dzięki koleżance. Opiekuje się najmłodszymi dziećmi z rodzin wymagających troski.
- Te dzieci są naprawdę cudowne, cieszą się z mojego przyjścia, przytulają się, dzięki nim wiem, że jestem potrzebna, że to co robię ma sens – mówi Ania. – Każdy człowiek jest stworzony do dawania dobra. Nie muszą to być wcale wielkie czyny. Czasami wystarczy kupić bułkę, uśmiechnąć się, życzyć wszystkiego dobrego. Proszę mi wierzyć to naprawdę wystarczy…
Ania, która wprost zaraża uśmiechem, przewodnicząca Samorządu Uczniowskiego w I LO w Rumi, w grudniu zorganizowała akcję pomocy dzieciom z Dworcowej.
- Każda klasa miała przygotować paczki dla jednego dziecka – opowiada Ania. – Wcześniej dowiedziałam się, jakie jest marzenie każdego dziecka. Trochę się bałam tej akcji. Nie wiedziałam, czy wszyscy podejdą do tego poważnie. Jednak to co, co zobaczyłam w dniu, kiedy zbieraliśmy paczki, przeszło moje najśmielsze oczekiwanie. Cała sala była zapełniona prezentami.
Jak powiedziała Zofia Kusterska, paczkami obdzielono dzieci i kilka rodzin z Wejherowa.
- I jak tu nie mówić, że mamy wspaniałą młodzież – dodaje.
Każdy chętny do pomocy może zgłosić się do Domu Społecznego przy ul. Dworcowej 12 w sobotę w godz. 12-14, tel. 672-25-91.
Autor artykułu: (IwR)