W Gdańsku trwa usuwanie skutków kataklizmu


W Gdańsku pełną parą trwa wielkie sprzątanie miasta po powodzi. Z zalanych dzielnic strażacy przez całą dobę wypompowują wodę.

Pompy pracowały wczoraj przy ulicy Mysiej na Oruni, duże siły skierowano do osuszania Olszynki, Jasienia, Kolonii Uroda i Niegowa. Cały czas specjalne służby sprawdzają stan wałów wzdłuż Traktu Świętego Wojciecha. Łatane są ostatnie fragmenty wyrw w wałach, woda praktycznie nigdzie już nie przecieka. Mieszkańcy zalanych dzielnic dostali 18 kontenerów i około 2,6 tysiąca worków do zbierania śmieci, poprawie warunków sanitarnych ma też służyć 20 dodatkowych toalet, które pojawiły się w zatopionych rejonach.

Na szczęście mieszkańcy zalanych terenów nie chorują częściej niż zazwyczaj o tej porze roku.
- Zgłaszają się do nas osoby przeziębione, część pacjentów, szczególnie starszych, skarży się na bóle w klatce piersiowej i nadciśnienie – mówi dr Barbara Kawińska, lekarz miejski w Gdańsku. – To skutek wielkiego stresu, lęku i ciągłej obawy o jutro. Przeżycia ostatnich dni spowodowały spadek odporności organizmu.

Przez 24 godziny na dobę dyżuruje Przychodnia Zdrowia przy ul. Gościnnej. Codziennie zgłaszają się wolontariusze; lekarze i pielęgniarki z gdańskich przychodni. Odwiedzają szkoły, gdzie koczują powodzianie, badają dorosłych i dzieci.
- Grożą im przede wszystkim zatrucia pokarmowe; salmonellozy i wirusowe zapalenie wątroby typu A – wylicza dr Tadeusz Niedźwiecki, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Gdańsku. – W najgorszym scenariuszu nie można wykluczyć przypadków duru brzusznego i czerwonki.

- Dlatego tak ważne jest przestrzeganie zasad higieny – dodaje dr Barbara Otto, wojewódzki inspektor sanitarny. Jeśli się da, trzeba unikać kontaktu z wodą powodziową. Pić wolno tylko wodę butelkowaną, tę z beczkowozu trzeba gotować przynajmniej 10 minut. Dzieci nie powinny się bawić w pobliżu kałuż, a zabawki, które miały kontakt z wodą trzeba zdezynfekować, umyć mydłem, wyszorować proszkiem.

Właściwie bezpieczna dla powodzian jest tylko żywność w konserwach i szczelnych opakowaniach. Wszystko, co miało kontakt ze skażoną wodą nadaje się tylko do wyrzucenia. Domowe zaprawy, weki, soki powinno się wyrzucić. Nie należy też jeść warzyw ani owoców z przydomowych ogródków i działek zalanych podczas powodzi. Potencjalnym źródłem zakażeń, zagrażających epidemią będą ściany, podłogi, meble biurowe, szczególnie tapicerowane zalane wodą z fekaliami. Materace z gąbki można dezynfekować, z włosia nadają się tylko do kasacji. – Wczoraj rozpoczęła się akcja szczepień przeciwko tężcowi: mieszkańców zalanych dzielnic, a także ratowników i strażaków.

- Tak zwaną dawkę przypominającą powinny przyjąć dorośli, gdyż dzieci są na tę chorobę uodpornione – mówi dr Otto. – Szczególnie ci, którzy mają obtarty naskórek, drobne skaleczenia na nogach, a brodzili w brudnej wodzie.

Nieubezpieczone mieszkania

Wszyscy powodzianie mogą liczyć na pomoc – zapewnił rzecznik prasowy zarządu miasta Gdańska, Mariusz Szymański. Zdecydowana większość mieszkań w zalanych dzielnicach – Oruni, Lipcach, Olszynce i Świętym Wojciechu nie była ubezpieczona. Składa się na to niski poziom zamożności mieszkańców oraz fakt, że firmy ubezpieczeniowe nie zgadzały się na ubezpieczenie starych, zniszczonych domów położonych na terenie, gdzie w każdej chwili może dojść do powodzi.

- Zdajemy sobie z tego sprawę – powiedział Mariusz Szymański. – Na pewno wszyscy otrzymają pomoc doraźną, a nad tym, co będzie dalej dopiero się zastanowimy. Teraz naprawdę jest jeszcze zbyt wcześnie, aby składać jakieś deklaracje i obietnice.
Innym problemem poszkodowanych mieszkańców jest to, że część z nich nie była zameldowana w domach, gdzie mieszkali.

- Brak meldunku nie będzie oznaczał, że dana osoba nie otrzyma pomocy doraźnej – obiecuje Szymański. – Problem pojawi się później, kiedy sytuacja się uspokoi. Będą przeszkody formalne, aby udzielić niezameldowanym powodzianom długofalowej pomocy.

Autor artykułu: (jog, wrób)

Tags: , , , ,

Comments are closed.